wtorek, 26 lutego 2019

Nadmiar precyzji prowadzi do chaosu


Nasz system MES ma definiowane statusy określające przyczyny postojów oraz definiowane  przyczyn powstających braków. Dla każdej maszyny można zdefiniować maksymalnie 25 pozycji statusu rozszerzonego  i 20 rodzajów braków.
Zdarzają się zapytania dlaczego tylko tyle….
Powody są dwa: techniczny i polityczny. Powód techniczny jest akurat prosty – narzucenie sztywnej, maksymalnej ilości pozycji upraszcza projektowanie ekranów, formularzy czy wydruków.  

Ważniejszy jest jednak inny powód – ludzka percepcja. Weźmy taką klasyfikację braków. Możemy oczywiście założyć że ocenę wadliwego produktu dokona pracownik kontroli jakości który dzięki wieloletniemu doświadczeniu będzie potrafił rozróżnić jeden z 60 możliwych defektów.
Ale nie o to w systemie chodzi. Chodzi o to aby klasyfikacji dokonał operator przy maszynie. Niech kontrola jakości pobiera swoje próbki i poddaje wnikliwej analizie, pracownik ma mieć dostęp do w miarę możliwości jak najkrótszej listy NAJCZĘŚCIEJ występujących problemów – nas interesuje to że niedolania wypraski to 30% a zabrudzenie 45% ogólnej ilości braków bo to stanowi problem związany z pracą maszyny / operatora.
To że jakaś wypraska ma delikatnie inny odcień to też problem – ale czy przeciętny operator bez czytnika barw jest to w stanie wychwycić?

Sprawa statusów – czyli przyczyn „nie pracy”. 
Kiedyś jeden z klientów mówi:
- ale my mamy 70 przyczyn zatrzymania linii.
- Tak ?? A pracownicy te przyczyny podają ?
- Tak podają.
- To może zrobimy eksperyment? Pójdziemy na halę, weżniemy najbardziej doświadczonego pracownika, wygenerujemy jeden z rzadziej występujących powodów na waszej liście i zobaczymy czy będzie w stanie określić przyczynę.
Nie poszliśmy….

Dla operatora maszyna ma trzy stany: nie pracuje bo nie ma dla niej pracy, nie pracuje bo jest zepsuta i pracuje aż huczy.
Ideą statusu nie jest jedynie to żebyśmy my znali przyczyny postoju. Ideą statusów jest to aby operator zastanowił się nad przyczynami postojów, aby sam zaczął „czuć” co jest problemem danej maszyny czy produktu.
Jednak jeśli damy mu zbyt wiele opcji do wyboru to wybierze nie tę właściwą a tę którą uważa za właściwą.
Albo pierwszą z góry.
Weźmy taką awarię.  Operator to nie jest pracownik UR.
Dla wtryskarki z robotem możemy zdefiniować awarie:
- awaria – awaria maszyny
- awaria – awaria robota
- awaria – awaria formy
- awaria – awaria podawania tworzywa
Nie muszę mieć wiedzy technicznej aby odróżnić że nie mogę załączyć maszyny, albo robot nie „jedzie” po wypraskę, albo forma jest uszkodzona bo w każdym cyklu jedna z 8 wyprasek jest niedolana albo skończyło się tworzywo a nowe nie leci.    
Każde kolejne uszczegółowienie powoduje konieczność posiadania przez operatora wiedzy technicznej.

Nie będę się tu rozwodzić nad zasadą Pareto która mówi że 20% przyczyn generuje 80% strat bo zakładam że każdy kto zarządza produkcją tę zasadę zna. Podsumuję ją krótko: czy na pewno na etapie zarządzania produkcją do czegokolwiek przyda nam się wiedza że maszyna X w ubiegłym miesiącu stała 18 minut z powodu zabrudzonej fotokomórki?

Reasumując – mamy trzy drogi:
1)      zdefiniujemy krótkie, proste, dopasowane do percepcji pracownika z 2 tygodniowym stażem listy kontrolne
2)      przy każdej maszynie postawimy inżyniera mechatronika z kolegą technologiem do pomocy
3)      będziemy zmierzać krętą i wyboistą drogą do doskonałości – czytaj, będziemy uprawiać fikcje

czwartek, 10 stycznia 2019

Rok od publikacji filmu o systemie Golem OEE MES


Równo rok temu opublikowaliśmy film o najnowszej wersji systemu Golem.






Według licznika na serwisie YouTube film na dzień dzisiejszy miał 1914 wyświetleń co jak na tego typu filmy jest całkiem niezłym wynikiem i potwierdza coraz większe zainteresowanie systemami MES.
Zresztą nasze statystyki sprzedaży też 😉

niedziela, 6 stycznia 2019

Bujanie w chmurach

Mam pewien dysonans poznawczy. Z jednej strony gdzie się nie obrócę to wszędzie słyszę o chmurach z drugiej strony klienci i potencjalni klienci piszą i dzwonią do mnie kilkadziesiąt razy
w tygodniu a w ubiegłym roku o chmurę pytało się może trzech. Słownie: trzech.


Dlaczego tak jest? Dlaczego wbrew wszechobecnej narracji jakie to chmury są super i że każdy musi ją wdrożyć, a kto nie wdraża jest dinozaurem klienci w moim obszarze działalności są raczej sceptyczni?
Nie mam pojęcia.
Ale dostrzegam kilka problemów w korzystaniu z szeroko rozumianych rozwiązań chmurowych, w tym oprogramowania działającego na zasadzie SaaS (Software as s Service). Problemów które ich dostawcy starają się zbagatelizować nazywając je mitami …

Mój dostawca internetu ma czasami jakieś drobne zakłócenia w nocy, większość niezauważalnych 
i większość wynikających z prac serwisowych. Przez naście lat pamiętam tylko jedną poważną awarię gdy złodzieje ukradli światłowody i pół województwa było odcięte przez jakieś 20 godzin.
Ponieważ ja sam nie mam problemu to wydaje mi się że inni też nie mają, że internet w dzisiejszych czasach to takie coś co jest wszędzie i zawsze. Dlatego zdziwiłem się kiedy jeden z klientów powiedział mi ile płacą miesięcznie za satelitarne łącza. Wiele zakładów produkcyjnych jest mówiąc delikatnie „na uboczu” i stabilny, szybki internet wcale nie jest tam normą.

Następna sprawa to bezpieczeństwo danych.  Można założyć że nasze dane w  chmurze są bezpieczne. Że nikt ich nie wykradnie ani nie zniszczy.  Na bieżąco aktualizowane zabezpieczenia, procedury i robione kopie na innych serwerach.
Inaczej jest z dostępem do danych.
Weźmy taki bank. Pieniądze w banku są bezpieczne. To musiała by być wielka wojna abyśmy je stracili. Ale już z dostępem bywają kłopoty. Kiedyś czekałem na stacji prawie godzinę żeby zapłacić karta za wlane już paliwo a mój bank miał niedawno kilku godzinną awarie gdzie nie działało nic – nawet w oddziale nie można było pobrać pieniędzy bo bez dostępu do serwerów się nie da.

Coraz popularniejsze są aplikacja SaaS, czyli wynajmujemy program, płacimy według jakiegoś planu taryfowego i niczym się nie musimy martwić. Ale czy na pewno?
Jeśli dostawca jest małą firmą to czy znajdzie dostateczną ilość klientów uzasadniającą rozwój oprogramowania i utrzymywanie infrastruktury?
 A jeśli jest duży i korzysta z dużych i stabilnych rozwiązań takich jak np.  chmura SAP Could 
czy  MindSphere Siemensa, czy choćby z chmury Google to czy na pewno będzie to 99$ miesięcznie od użytkownika jak się wydaje w pierwszej chwili ?

Jeśli chmura zapewnia nam łączność z oddziałami, z handlowcami w terenie albo w utrzymaniu ruchu wielu rozsianych po świecie obiektów to nie mamy już w zasadzie wyjścia a ogrom korzyści kompensuje nam pewne ryzyka.
Ale jeśli mamy oprogramowanie CMMS czy MES to czy na pewno korzyści przeważają w sytuacji gdzie wszystkie operacje wykonywane są pomiędzy jednym miejscem a serwerem gdzieś w Nibylandii ?

Tak w przypadku przemysłu 4.0 jaki i rozwiązań chmurowych pewne kierunki zostały wyznaczone i raczej nie ma odwrotu. Ale to jeszcze trochę potrwa zanim „nowe” całkowicie wyprze „stare” i jeszcze długo rozwiązania te będą do bólu przesiąknięte marketingiem.

Zresztą wystarczy jedna duża awaria, jeden duży atak hakerów albo zamieszanie w wyniku jakiejś
cyber – wojenki między wielkimi tego świata którzy są w stanie sparaliżować sieć, atak  który unieruchomi na dłuższy czas wiele firm a do boju ruszą spece od marketingu.
Usłyszymy wtedy że chmura tak, ale chmura hybrydowa synchronizowana z TWOIM LOKALNYM serwerem
bo jak się już sprzedało „chmurę” to może da się sprzedać „lokalną chmurę” ….